RSS

Mini Traper na tropie misia pandy

Chiny -- porady i spostrzeżenia Mini Trapera

Odwiedzając Chiny trzeba się przygotować na życie, zwiedzanie i podróżowanie w „dzikich tłumach”. Raczej nie spotyka się pustych ulic, dworców, autobusów, hoteli czy restauracji. W pierwszych dniach pobytu, podczas nauki chińskich zwyczajów, należy także zachować szczególną ostrożność na przejściach przez jezdnie, gdzie pieszy jest ostatnim uprzywilejowanym użytkownikiem, a chińscy kierowcy nie zatrzymują się i nie zwalniają.

Wybierając się do chińskich miast z małym dzieckiem warto zabrać ze sobą lekki wózek, który przydaje się podczas kilometrowych miejskich wycieczek oraz tak zaplanować podróż, aby przebywać w miastach jak najkrócej, z racji na duże zanieczyszczenia i powszechny smog.

Białe dzieci w Chinach (przynajmniej w Chinach odwiedzanych przez nas) są prawdziwą egzotyką. Dlatego przez cały czas trwania podróży, znajdują się pod natarczywym obstrzałem chińskich aparatów i kamer oraz częstych prób brania na ręce, dotykania, a nawet całowania. W takich sytuacjach przydaje się kulturalne, ale bardzo zdecydowane ”nie” rodziców oraz rola bodyguarda w bardziej drażliwych sytuacjach.

Podczas przygotowań do podróży najlepiej wydrukować sobie wszystkie chińskie nazwy i adresy potencjalnych lub zarezerwowanych hoteli, planowanych miejsc oraz szpitali z anglojęzycznymi lekarzami. Przydadzą się w czasie poszukiwań w mieście, zakupu biletów, zbierania niezbędnych informacji czy problemów ze zdrowiem. Można także już na miejscu poprosić Chińczyków, mówiących po angielsku, aby zapisali nam po chińsku strategiczne dla wyprawy nazwy, słowa oraz informacje.

Jadąc do Państwa Środka warto nauczyć się ogólnochińskiego pokazywania liczb na palcach, pamiętając, że w niektórych regionach występują niewielkie odstępstwa od reguły (szczególnie w liczbie „10”).
Chińskie gesty reprezentujące liczb
Dobrze jest również opanować sztukę jedzenia pałeczkami oraz przyswoić sobie podstawowe zwroty grzecznościowe.

Należy przygotować się na trudne dla naszej percepcji zachowania Chińczyków, takie jak wciąganie płynnej zawartości nosa, spluwanie oraz zamiłowanie do palenia w hotelach i niektórych środkach transportu.

Podczas wymiany pieniędzy w kantorze lub w banku oraz podczas zakupu biletów kolejowych należy okazać paszport.

Przed wejściem na stacje metra, dworce kolejowe i autobusowe należy przejść przez bramki skanujące oraz prześwietlić swoje bagaże. Na stacje kolejowe można wejść tylko z ważnym biletem kolejowym.

Na każdym bilecie kolejowym w górnej części znajduje się numer składu pociągu (duża litera łacińska i kilka arabskich cyfr), który umożliwia lokalizację właściwego pociągu na chińskim rozkładzie jazdy i zebranie wszystkich potrzebnych informacji.
Bilet kolejowy
Numer pociągów na rozkładzie jazdy

W chińskich pociągach są cztery rodzaje miejsc: twarde siedzenia (najczęściej bez miejscówek), miękkie siedzenia, twarde kuszetki (po sześć w przedziale) i miękkie kuszetki (po cztery w przedziale), różniące się ceną i komfortem.

Chińscy kierowcy jeżdżą na granicy ryzyka, dlatego pasażerowie o słabych nerwach nie powinni zbyt często spoglądać na drogę.

W autobusach, pociągach, muzeach, parkach narodowych czy rezerwatach dzieci poniżej 120 cm mają wstęp za darmo (nieraz muszą przejść pod specjalną miarą). Natomiast w samolotach bilet dziecięcy kosztuje około 80% normalnej ceny.

Kuchnia w Syczuanie oraz w Yunnanie słynie z pikantnych przypraw. Dlatego zamawiając dania warto prosić o potrawy lub sosy mniej ostre, zwracając uwagę na dzieci. Do każdego posiłku podawany jest także ryż, co może uratować nasze pociechy przed zbyt egzotycznym menu.

W Chinach należy się targować. Jest to naturalny, codzienny proces podczas robienia zakupów czy płacenia za usługi. Wyjątkiem są dobre restauracje oraz kasy zakupu biletów. Podczas naszej podróży targowaliśmy się we wszystkich hotelach i hostelach, w taksówkach, na targach, w małych butikach, w ulicznych punktach usług czy sprzedaży, a nawet w wielkim ekskluzywnym centrum handlowym w Chengdu, gdzie obniżono nam cenę wózka o 120 RMB.

Chińczycy są na ogół bardzo życzliwi i pomocni. Zawsze znajdzie się ktoś mówiący lub rozumiejący po angielsku albo osoba pragnąca bezinteresownie pomóc.

Podróżując po zakątkach oddalonych od dużych ośrodków przemysłowych i kulturalnych możemy być jedynymi obcokrajowcami. Dlatego warto posiadać jak najwięcej informacji na temat takich miejsc (hotele, szpitale, rozkłady jazdy, zabytki). Dobrze jest także podczas całej wyprawy mieć „pod telefonem” kogoś mówiącego po chińsku i po angielsku.

Masz pytania w związku z powyższym wpisem, a może chciałbyś podzielić się swoim doświadczeniem? Napisz do nas używając formularza poniżej „Dodaj komentarz” lub przejdź do zakładki Kontakt.
Podoba Ci się tekst? Bardzo się cieszymy! Daj znać innym, kliknij

16 odpowiedzi na „Mini Traper na tropie misia pandy

  1. Dorota pisze:

    Witam, na początku żałuję ze nie przeczytałam opisu Waszego wyjazdu do Chin. Trafiłam na tę stronę przez globetrotera po założeniu wątku o podróży z dzieckiem w Chinach. My zrobiliśmy trochę inną trasę (2 i pół tygodnia): Warszawa-Pekin-Luoyang (groty Longmen)-X’ian (terakotowa armia)-3 dniowy rejs chińskim statkiem po Jangcy zakończony oglądaniem tamy trzech przełomów- Shanghai-Warszawa. Lecieliśmy Aerofłotem i mam bardzo pozytywne wrażenia z podróży tymi liniami lotniczymi. Nasza mała jest starsza bo ma prawie 7 lat a i tak świetnie sobie dawała radę w Chinach i rzecz jasna wzbudzała zainteresowanie.Najgorzej było z jedzeniem bo ona z natury jest niejadkiem i nie za bardzo smakowała jej kuchnia chińska. Mieliśmy przewodnik po Chinach ze sobą ale w Chinach kupiliśmy chińskiego prepaida żeby mieć dostęp do internetu i na bieżąco szukaliśmy i rezerwowaliśmy noclegi przez internet no i szukając hosteli posługiwaliśmy GPS’em.. Co do porozumiewania się po ang to racja-problemy z tym mieliśmy również ale w skrajnych przypadkach posługiwaliśmy się Translator google. A poza tym bilety rezerwowaliśmy przy pomocy obsługi w hostelach. Nie narzekam na komunikację po podróżowało nam się wygodnie aczkolwiek Armaggedon na dworcach kolejowych nie do opisania 9zwłaszcza w Pekinie) to trzeba po prostu przeżyć:) my byliśmy w czerwcu więc było dosyć gorąco aczkolwiek podczas naszego rejsu po Jangcy dwa razy padał deszcz. Miasta-molochy nie zachęcające aczkolwiek najgorszy chyba był Pekin jak dla mnie. A poza tym bardzo miło wspominam te wyprawę. Ale fakt tłumy zwłaszcza w godzinach szczytu w metrze czy na dworcach straszne i ci wiecznie pchający się ludzie:) do przeżycia w sumie ale następnym razem wolałabym już raczej skoncentrować się na prowincji a nie miastach. Na koniec bardzo fajny pomysł z tym blogiem i w wolnej chwili poczytam o innych miejscach. Mi się marzy teraz wyprawa na Kubę:) Pozdrawiam serdecznie

    • Mini Traper pisze:

      Doroto wielkie dzięki za komentarz i wypowiedź na globtroterze. Dobrze, że nie przeczytałaś artykułu przed Waszym wyjazdem ponieważ jeszcze go nie było:) Zazdrościmy Wam Trzech Przełomów i Terakotowej Armii. Jak te Przełomy wyglądają? Ponieważ wielu turystów twierdzi, że po zbudowaniu tamy i podniesieniu poziomu wody nie robią już jakiegoś wyjątkowego wrażenia.
      Nie wiem jak Wy, ale my po Chinach rozczytujemy się w tym kraju (jak nie czytałaś polecam Troosta „Zagubiony w Chinach” – recenzja w naszej „Bibliotece”). To jakaś jedna wielka tajemnica. Oczywiście obowiązkowo chcemy tam wrócić. Ale to na razie melodia przyszłości. O Kubie też myślimy, jednak ciągle za nami chodzi Malezja, więc w przyszłym roku (już w „4”) pewnie obierzemy południowo-wschodni kierunek.
      Pozdrawiam:)

      • Dorota pisze:

        co prawda nie byłam w Malezji ale polecam Tajlandię jeżeli chodzi o wyprawę z dziećmi bo można odpocząć sobie na jakiejś fajnej wysepce z piękną plażą i cudowną wodą:) a poza tym atrakcje takie jak: przejażdżka na słoniu, oglądanie małpek, orchidei etc. w każdym nawet guesthouse w jakim się nocuje jest spora masa propozycji różnorakich wycieczek.
        A wracając do Chin to zapewne przełomy wyglądały wspaniale przed wybudowaniem tamy (woda podniosła się powyżej 100 m) ale moim zdaniem i tak warto je zobaczyć. A sama tamę można podziwiać z oddali. A co do Terakotowej Armii to moim zdaniem również warto ją zobaczyć (my wykupiliśmy sobie wycieczkę z hostelu z przewodniczką i w ten sposób zwiedzaliśmy tę atrakcję; dodatkowy plus bo można poznać innych turystów i mi szczególnie miło rozmawiało się z Amerykanami). Figurek żołnierzy z Terakotowej Armii jest mnóstwo i różnią się one od siebie.Atrakcją może trochę nietypową jest również staruszek (jeden z „odkrywców” Terakotowej Armii), który rozdaje autografy na zakupionych w sklepiku książkach o Terakotowej Armii. Kupiłam taką książkę z autografem mężowi bo akurat przypadały jego urodziny podczas naszej podróży:) A co do książek o Chinach to kupiłam trzy: Liao Yiwu: Prowadzący umarłych (Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych), Gao Ertai : W poszukiwaniu ojczyzny. Wspomnienia z chińskiego obozu pracy oraz….Beaty Pawlikowskiej: Blondynka w Chinach. Do tej ostatniej książki nie byłam przekonana ale urzekły mnie ładne zdjęcia no i zachęciły opisy dotyczące herbatki chińskiej. Będąc w Pekinie wstąpiliśmy do Tea House i zakupiliśmy cztery paczki herbaty chińskiej, którą teraz popijam w pracy aczkolwiek żadną koneserką herbaty nie jestem:) Pozdrawiam

        • Mini Traper pisze:

          Dzięki za nowe „chińskie” tytuły. Myślę, ze w duchu dwóch pierwszych napisana jest inna warta przeczytania książka – Jung Chang „Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin”, o przemianach, które zaszły w ostatnim stuleciu z punktu widzenia trzech pokoleń. Herbatę oczywiście też piliśmy, ale najbardziej zaskoczyło nas dobre chińskie wino i kawa w Lijiang.
          O Tajalandii oczywiście również myśleliśmy i jeżeli Malezja nie dopisze pewnie wylądujemy w Bangkoku. Jeżeli tak rzeczywiście będzie na pewno zgłosimy się po info:)
          Pozdrawiamy z deszczowej Brukseli, w której nota bene mieszkamy.

          • Dorota pisze:

            A ja pozdrawiam z Warszawy pochmurnej raczej. A właśnie w Brukseli byłam tylko raz i tylko dwa dni:))) a co do Tajlandii to byłam tam 5 lat temu ale przypomne sobie w razie potrzeby.

          • Mini Traper pisze:

            Doroto, jak będziesz(cie) w Belgii czy w Brukseli chętnie posłużmy za przewodników po ciekawych miejscach. Chociaż to mały kraj, ma całkiem sporo miłych zakątków. À bientôt!

          • Dorota pisze:

            dziękuje za chęć pomocy w zwiedzaniu Brukseli:) a wolnej chwili zachęcam do lektury mojego lekkiego artykuliku w gazetce branżowej dotyczącego naszej podroży po USA (tez z dzieckiem) zatytułowanym: Yes We Did:) (przedostatni artykuł) Pozdrawiam

            http://www.oirpwarszawa.pl/pdf/116.pdf

  2. Magda pisze:

    witam,
    trafiam tu przez Globtrotera – tez mnie interesuje wyjazd z dzieckiem(dziecmi) do Chin, wiec wspaniale, ze takie informacje sa dostepne :). Niemniej teraz tylko o ksiazce Liao Yiwu: Prowadzący umarłych … wlasnie ja czytam i polecam. Chociaz przerazaja mnie te opowiesci prawdziwe …… coz za kraj, coz za kraj …..
    Bloga wpisuje do „moich ulubionych” i bede sledzic Wasze kolejne relacje z wakacji z duzym zainteresowaniem :)

    • Mini Traper pisze:

      Magdo, witamy na Mini Traperze

      Chiny… trzeba tam pojechać. Wszystko co przeczytasz i usłyszysz jest prawdą. Ale na miejscu i tak okaże się, że Chiny są… inne, dziwne, egzotyczne, wyjątkowe i straszne. Ten kraj nie pasuje do żadnych szablonów. Byłem trochę w Korei Płd., przez jakiś czas mieszkałem z Japończykami, ale Chiny… to całkowicie inna bajka.
      A ponieważ o książce Liao Yiwu pisała już Dorota we wcześniejszych postach, właśnie ją zamawiam i biorę się za lekturę.
      Dzięki za „ulubione” – Mini Traper też Cię lubi:)

  3. Magda pisze:

    Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii po lekturze tej pozycji – mnie poki co „przeraza” – po przeczytaniu kilku pierwszych rozdzialow powiedzialam do meza „jak to dobrze, ze nie urodzilismy sie w Chinach” :)))). A jednak jest cos takiego w tej ksiazce, ze przyciaga … domyslam sie zatem, ze na takiej samej zasadzie przyciagaja same Chiny …
    Musze chyba wreszcie przyjac jedno z wielu zaproszen na konferencje, ktorymi mnie Chiny wabia i wreszcie sie tam wybrac.
    Poki co inne zakatki naszego globu mnie zauroczyly, na przyklad Syberia, Galapagos czy dzungla amazonska – ja sam widzis daleko mi poki co do Chin ale kto wie :)
    Gratuluje pomyslu na super bloga. Sliczna macie coreczke. Wspaniala sprawa, ze juz tyle doswiadczyla jesli chodzi o podrozowanie – zostaje to pozniej na cale zycie.
    Pozdrawiam, Magda

    • Mini Traper pisze:

      Jak tylko przebrnę przez „Umarłych…” podzielę się opiniami w „Bibliotece”. Oczywiście Chiny mogą poczekać, ale nie za długo, żebyś nie pojechała oglądać już tylko samych kopalń, elektrowni i oświetlonych biurowców:)
      Syberia i Amazonia powiadasz Magdo. Marzyłem kiedyś o spływie kajakowym syberyjskimi rzekami, podobno poezja! A tak na marginesie, jak się zwiedza Syberię? Czy tylko chodzi się po tundrze? Czy np. Syberia, to tylko Bajkał? Jest tam bardzo zimno? Jak wygląda baza noclegowa? Czy są jakieś szlaki turystyczne? Skrobnij coś, jak znajdziesz chwilę.
      Zosia dziękuje za komplement, a nam miło że „szwendasz” się po Mini Traperze:) Jeszcze dużo pracy na blogu, bo przez te trzy lata nazbierało się sporo tych wyjazdów, ale powoli będziemy zapełniać „literacki plecak” Mini Trapera.
      Pozdrawiam, Arek

  4. anka pisze:

    Cudowne miejsca:) Wasze zdjęcia robią wrażenie:) Pozdrawiam

  5. lila pisze:

    cudowne miejsce:) koniecznie muszę się tam wybrać:)

  6. Magda Z pisze:

    Arku, cudnie, ze trafiłam na Twoją relację, bo wybieramy się we wrześniu, póki co plany bardzo niesprecyzowane, nawet biletów nie mamy, więc chłonę wiedzę :)

    Pozdrawiam

  7. Magda L. pisze:

    Czy mozecie cos napisac o zakupach codziennych dla dzieci- chodzi mi o jedzenie np. w sloiczkach, pampersy itp. Czy sa dostepne tak, jak u nas? Czy szcespiliscie waszego malucha przed wyjazdem na cos?
    Pozdrawiam
    My wlasnie zabukowalismy Chiny :)

    • MiniTraper.pl pisze:

      Magdo, w miastach na pewno wszystko dostaniecie. Jeśli jednak wybieracie się w bardziej dzikie tereny to radzę wcześniej się zaopatrzyć. W Lijiang mieliśmy na przykład problem ze znalezieniem większego rozmiaru pieluch, więc Zosia chodziła w ciasnych rozmiarach. Co do słoiczków – nie wiem, bo Zosia już jadła normalne posiłki, ale przypuszczam, że reguła jest podobna. Dla Was natomiast jeśli jesteście amatorami kawy to polecam zabrać mały słoiczek, bo tego nam często brakowało (szczególnie na śniadaniu w hotelu).

Dodaj komentarz

Copyright © 2019 by Minitraper.pl
Blog oparty na Wordpress | Szablon na podstawie Engineering and Machinering