RSS

„Wyprawa szaleńców”

Peter Nichols

Wydawnictwo Mayfly, Kwiecień 2011

Recenzja książki „Wyprawa szaleńców”

Wyprawa szleńców

W 1967 roku Francis Chichester zakończył historyczny rejs dookoła świata na swoim szesnastometrowym jachcie Gipsy Moth IV. Jego ośmiomiesięczna trasa przebiegała przez ryczące czterdziestki, wyjące pięćdziesiątki i bezludne sześćdziesiątki Oceanu Południowego z jednym przystankiem w australijskim porcie. Było to najszybsze i najbardziej spektakularne opłynięcie kuli ziemskiej od czasów Joshua Slocuma. Nic więc dziwnego, że wyczyn sześćdziesięciopięcioletniego Anglika rozbudził wyobraźnię żeglarskiego świata i zmotywował kilku śmiałków do samotnych rejsów wokół ziemi bez zawijania do portów.

„Wyprawa szaleńców” to rekonstrukcja wydarzeń z 1968 roku, kiedy dziewięciu marynarzy wypłynęło z różnych portów Anglii, aby rywalizować w pierwszych regatach dookoła świata. Peter Nichols perfekcyjnie oddaje atmosferę tamtych miesięcy, profesjonalnie relacjonuje przebieg poszczególnych rejsów oraz po mistrzowsku kreśli portret psychologiczny każdego z uczestników. Jesteśmy świadkami transformacji żeglarskich marzeń na globalne wydarzenie medialne, ustępujące rangą tylko lotom w przestrzeń międzykosmiczną. Widzimy jak rodzi się koherencja żeglarstwa i biznesu, pasji i pieniędzy oraz dramatu i rozgłosu.

Puchar Golden Globe to nie tyle wyścig dziewięciu szaleńców po niebezpiecznych oceanach południa, co raczej zmaganie się z żywiołami, dialog z samotnością, a przede wszystkim walka człowieka z samym sobą. Dzięki temu patrzymy na narodziny bohaterów i boleśnie doświadczamy tragedii przegranych. Jesteśmy poruszeni, dotknięci, smutni, roześmiani, zmęczeni, zachwyceni, zrezygnowani i pełni nadziei pokonując razem z bohaterami kolejne mile morskich odmętów i ludzkich rozterek. Autor zabiera nas na pokład walczących slupów, keczy, szkunerów i trimaranów, abyśmy mogli poczuć morską bryzę, usłyszeć metaliczny dźwięk takielunku oraz przerazić się niszczycielską siłą oceanu.

W naszej dokumentalnej przygodzie nie mamy chwili wytchnienia, ponieważ wiatr nieustannie pcha nas do przodu, nie pozwalając ani na moment odpocząć. Dlatego „Wyprawy szaleńców” nie można przeczytać. To książka, którą się „połyka”. Rozpoczynając rejs po jej zapisanych stronach trzeba mieć świadomość, że zostaniemy wciągnięci w dramatyczny związek człowieka z oceanem, z którego nie ma odwrotu, a jedynym momentem wytchnienia będzie żeglarskie przeznaczenie i macierzysty port z napisem „koniec”.

Zazdroszczę każdemu kto ten literacki rejs ma jeszcze przed sobą.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, Mini Traper zaprasza na stronę Cytaty.
Jeśli chcesz wiedzieć więcej, Mini Traper zaprasza do swojego Słownika.

Dodaj komentarz

Copyright © 2019 by Minitraper.pl
Blog oparty na Wordpress | Szablon na podstawie Engineering and Machinering